O autorze
GAMEMAG.PL to młody i szybko rozwijający się projekt poświęcony elektronicznej rozrywce. Jego ideą jest skupienie wokół siebie ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia i chcą się tym podzielić z innymi. Jest to miejsce dla pasjonatów, dla których gry komputerowe są czymś więcej niż tylko zwyczajną rozrywką.

Nie znam się, to się wypowiem - czyli kto powinien decydować o tym w co mamy grać

W ostatnich dniach ruszyła poważna dyskusja na temat wprowadzenia zakazu sprzedaży brutalnych gier dla niepełnoletnich graczy. Zapominamy jednak o wielu aspektach. Przede wszystkim o tym, że decydują o tym osoby, które z grami komputerowymi mają niewiele wspólnego.

Autorem tekstu jest Jakub Kranc z serwisu GAMEMAG.PL



Tytuł tego wpisu należy brać bardzo przewrotnie i dwojako – otóż ja też przecież nie znam się na grach, tak samo jak pewnie nie zna się na nich 99,9% czytelników tego bloga (zostawiam te 0,1% na takich ludzi jak Adrian Chmielarz czy innych ludzi, którzy operują językiem polskim i tworzą gry). Zanim jednak popadniecie w paranoję, że szerzę herezję oraz pójdę do piekła (pójdę, wiem, dlatego uczę się niemieckiego) chcę to wyjaśnić. W naszym pięknym kraju uważa się, iż człowiek zna się na czymś jeśli: a) ma takowe wykształcenie – a ludologia w Polsce jest na poziomie jakim jest oraz b) jeśli sam jesteś Polakiem. Tak więc znamy się na wszystkim bez względu na wszystko. Do czego jednak dążę? Zostawiając to, że takie bardzo dobre pojęcie o grach komputerowych w Polsce w kontekście psychologicznym czy wpływu na człowieka ma niewiele osób – a już na pewno nie zajmujący się polityką. Ze smutkiem możemy powiedzieć, że o przyszłości gier w świetle prawnym mają ludzie, którzy tego kompletnie nie rozumieją. Niestety, jest to u nas powszechne. Wystarczy jakaś iskra, punk zapalny, a już chcemy zmieniać wszystko, nawet to, czego nie rozumiemy.

Nie chcę tutaj przyzywać mojej własnej historii grania. O tym, jak wiele dla mnie znaczyły. W jak wielu sprawach mi pomogły, aby pokazać Wam, że gry są dobre. To w niczym nie pomoże. Dalej będzie nasza historia – społeczeństwa, które robi milion rzeczy i gra w gry oraz historia nastolatka, który robił również tyle innych rzeczy i również grał w gry – ale on wyszedł na ulicę z siekierą i pociął hydrant. Mamy tak złą pozycję na starcie, że przecież mamy się dobrze, a on jest psychopatą. Sumą czego, niestety, znajdzie się kozioł ofiarny w postaci grania i uzależnienia. Zły wzorzec jako postać komputerowa i już mamy genialne wytłumaczenie popełnionej zbrodni. Bo tak jest łatwiej. Tak samo jest teraz. W GTA V była scena tortur. Przerażające. Tak nagle pojawiła się pierwsza gra, która taką brutalność zawierała. Przecież Postal, Manhunt czy Saw to niegroźne produkcje dla dzieci w wieku przedszkolnym i grają w nie w przerwach między My Little Pony a popołudniową drzemką. Jest wielki, komercyjny sukces, dorzućmy do tego syndrom bólu tyłka, głupoty starych mediów i mamy skandal gotowy.

Dlatego patrzę teraz na te materiały w telewizji, na orzeczenia pani Ireny Lipowicz – Rzecznika Praw Obywatelskich i zastanawiam się co ona wie na ten temat. Pani ma ukończone studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Uzyskała stopień doktora nauk prawnych i doktora habilitowanego. Piękne wykształcenie, aż gratuluję. Jednak to nie jest tak, że od hydraulika wymagamy wykształcenia hydraulicznego? Od projektanta architektonicznego, a od księdza skończenia seminarium? Nie chcę tutaj w żaden sposób pokazywać palcem kto powinien się tym zająć, bo najzwyczajniej w świecie nie mam pojęcia, gdyż się nie znam. Nie chce też teraz oceniać czy kupowanie gier na dowód jest dobre czy złe, bo o tym możecie poczytać w naszym poprzednim tekście. Pragnę tylko zauważyć, że takie decyzje podejmują osoby, które nie mają o tym pojęcia, albo mają je małe. Naprawdę chciałbym, aby tego typu sprawy zależały od osób, które mają do tego predyspozycje. Wtedy czułbym, że oni wiedzą co robią. Teraz jedyne co czuje, to zepchnięcie kategorii grania na równi z papierosami, alkoholem i pornografią. Czuje się jak odrzutek społeczny, który ma jakieś uzależnienie i należy mu ograniczyć lub chociaż utrudnić dostęp do mojego „narkotyku”. To nie jest miłe.

Czy to jest w porządku, że granie jest traktowane jak powyższe używki? Te pytanie pozostawiam Wam. Nie chcę być moralizatorem, bo ponownie – nie znam się na tym. Ale się wypowiedziałem. Tak myślę ja, ale moja osoba prawa nie zmieni. Zostało nam tylko wyświetlić wielkiego nietoperza na niebie i czekać.
Trwa ładowanie komentarzy...